niedziela, 29 maja 2016

Yves Rocher: Plaisirs Nature Energetyzujący żel pod prysznic i do kąpieli malina & mięta pieprzowa

Cześć Wszystkim! 
Lubicie żele pod prysznic czy może wolicie zwykłe mydło? 
Jeżeli jesteście ciekawi jak spisuje mi się bohater tego wpisu, zapraszam do dalszego czytania.


Żel zapewniający przyjemność dla ciała i zmysłów podczas kąpieli lub prysznica. Mroźna świeżość Mięty Pieprzowej została połączona z lekko kwaśną świeżością Maliny. W ten sposób powstał energizujący koktajl. Wybór i połączenie składników roślinnych dokonany w oparciu o ich dobroczynne właściwości. Formuła testowana pod kontrolą dermatologiczną.

Składniki 
Składniki pochodzenia roślinnego: żel  aloesu z ekologicznych upraw,
Baza myjąca pochodzenia roślinnego, formuła łatwo biodegradowalna,
Formuła zawiera ponad 97% składników pochodzenia naturalnego, 
Flakon z plastiku z recyklingu, nadający się do recyklingu,
Bez parabenów 



Zapach i konsystencja
Żel pachnie cudownie, pobudzająco! Mieszanka mięty i maliny dodaje powera. Bardzo mi się podoba. Czuć kwaśność, a zarazem orzeźwienie. Żel w kolorze czerwonym nie jest zbyt gęsty ani wodnisty. W sam raz. Jest wydajny, dobrze się pieni.

Opakowanie
Przyjazna, nieduża butelka, z malinkami z przodu. Prosta i ładna. 

Pojemność
200 ml

Ogólne 
Żel mi się spodobał. Zapach, konsystencja, opakowanie, składniki naturalne, wszystko na plus. Lubię, gdy podczas kąpieli unosi się zapach maliny. Wiosenno/letni zapach. Dzięki niemu, kąpiel jest jeszcze bardziej przyjemniejsza. Jako "płyn do kąpieli" też się spisze. Robi całkiem przyzwoitą piankę. Po ćwiczeniach/treningu powinien dodać orzeźwienia i energii. 
Ogólnie jestem zadowolona, mogę polecić każdemu kto jest tylko ciekawy. 
Nic nie mogę mu zarzucić. 


Lubicie się z firmą Yves Rocher? 


Klaudia :) 



wtorek, 24 maja 2016

The Balm: PUT A LID ON IT, baza pod cienie (recenzja)

Cześć! :)
Post przyda się kobietom o przetłuszczających się powiekach, jak i wszystkim ciekawym. ;) 



Moja baza jest "mini bazą" dostałam ją w pakiecie z paletą NUDE'tude. Od pewnego czasu byłam jej ciekawa, czy podoła moim bardzo przetłuszczającym się powiekom...


Baza jest w kolorze lekko karmelowym, ale po roztarciu staje się przezroczysta. Jest trochę sylikonowa/żelowa, zostawia lekko mokry film na skórze. Ładnie podbija kolory, dobrze współpracuje z różnymi cieniami. 


Niestety przy tak przetłuszczających się powiekach jak moje długo nie daje rady. Mogę powiedzieć, że to taka dzienna baza. 7-8h po czym cienie zaczynają mi się lekko rolować, kolory zaczynają znikać. Prawie tak samo działa moja baza pod cienie z Deni Carte lub nawet lepiej, która kosztuje tylko 10 zł, przy powiekach nie przetłuszczających się lepiej sobie radzi. 
Przy spryskaniu twarzy fixerem cienie trzymają mi się kilkanaście godzin, ale przecież na co dzień nie używam, bez przesady. 


Z lewej cień The Balm, z prawej (różowy) cień Sleek


Podsumowując 
Jeżeli nie macie takich problemów jak ja z powiekami, możecie jej spróbować, aczkolwiek duże opakowanie kosztuje nawet 70 zł, w zależności od drogerii. Wydaje mi się, że można znaleźć tańszą i lepszą bazę w trochę niższej cenie. 
Nie polecam dla tłustych powiek do dziennego makijażu, bez dodatkowego utrwalenia. 

Mam zamiar kupić słynną bazę  z Inglot'a. Jest chwalona i ponoć radzi sobie dobrze. :)
Polowałam długo na bazę matową z Zoevy, ale ciągle była niedostępna, więc dałam sobie z nią spokój. 


Jakie macie doświadczenie z bazami pod cienie? 
Używacie?


Klaudia 

wtorek, 17 maja 2016

HAUL: Yves Rocher, The Body Shop, Maybelline, Rimmel, M.A.C

Cześć! :)
Nie wiem jak Wy, ale ja z chęcią oglądam filmy i posty typu "haul", zawsze można zobaczyć coś ciekawego. :) Wszystko to prezenty.

Jeżeli jesteście ciekawe/i to zapraszam do oglądania! :) 



Yves Rocher, Peelingujący olejek do dłoni. 
Wyciąg z arniki z ekologicznych upraw, nasiona truskawki, puder z pestek moreli, olej rzepakowy.
Mam peeling do rąk, ale takiego olejku jeszcze nigdy nie miałam. :) Cieszę się, że go dostałam.


Yves Rocher, Energetyzujący żel pod prysznic i do kąpieli Malina & Mięta pieprzowa. 
Żel pachnie cuuudownie, pobudzająco. Użyłam go raz, świetnie się pieni. Recenzja będzie na pewno! 


Yves Rocher, Beaute Des Mains Nawilżający krem do rąk. 
Kremów do rąk nigdy za mało! 


The Body Shop, masełko do ciała o zapachu mango. Będzie świetnym połączeniem z moim peelingiem o tym samym zapachu. Jeżeli mi się spisze to kupię inne zapachy. :)


Rimmel  Oh My Gloss! 160 Stay My Rose.
Błyszczyk w różowym kolorze, wygląda na ustach pięknie,(sprawdzałam) pozostawia mokrą błyszczącą taflę. 
Wszyscy teraz używają matowych pomadek, może warto użyć czasem błyszczyków? 



Maybelline, lakier do paznokci nr 135 Rose Nu. 
Lakier o bardzo przyjemnym kolorze. Lubię takie! :)



Próbki kremów. 

i.... Perfum! 212 Vip Rose pachnie bardzo ładnie, słodko! :)
Za to Jimmy Choo są ciężkie, wieczorowe. 


Kosmetyczka Origins. Przyda mi się. 


Wszystko dostałam od Magdy, autorki bloga joyofjelly.blogspot.com KLIK
Dziękuję!

Ostatnia rzecz! Piękna pomadka w kolorze Heroine, czyli fiolet-róż.
Prezent od ukochanego :* 





To byłoby na tyle. Jeżeli chcecie wiedzieć, jak mi się spiszą produkty to koniecznie mnie odwiedzajcie. Napiszę recenzje. :) 


Miałyście może coś z tych kosmetyków? 

niedziela, 15 maja 2016

Makijaż: oliwkowe smokey eye

Cześć! 
Dzisiejszy makijaż wyszedł spontanicznie, oliwkowo z dodatkiem brązu i burgundu. Dawno już nic nie malowałam, też z powodu choroby i również temu nie mam pomalowanych ust. Mam nadzieję, że makijaż komuś przypadnie do gustu. :)











Kosmetyki:
Baza pod cienie The Balm 'Put a lid on it ...'
Cienie z palety The Balm NUDE' tude & Makeup Revoultion 'Hot Smoked'
Eyeliner żelowy Maybelline 'Eyestudio lasting drama'
Lovely 'Curling Pump Up mascara'
Rzęsy Ardell 120 Demi
Brwi Freedom Makeup 'Eyebrow Pomade' Medium Brown
Wibo 'Eyebrow Stylist' (żel do brwi)
Baza pod makijaż Kobo Professional 'Smooth Make-up Base'
Krem BB Bell HYPOAllergenic
Korektor Kobo Professional 'Modeling Illuminator'
Bronzer Kobo Professional '311 Nubian Desert' 
Róż Catrice '080 Sunrose Avenue' 
Wibo puder 'FIXING POWDER'

środa, 11 maja 2016

Wet n wild: Mega Lentgth Waterproof Mascara (recenzja)

Cześć Kobietki! 
Na dziś zaplanowałam recenzję mascary. Mam ją dosyć długo, nie spisała mi się... Niestety. Zapraszam serdecznie do czytanka, zobaczycie czemu jest BUBLEM! 



Zacznę od plusów. Opakowanie ma ładny fioletowy kolor (inny troszkę niż na zdjęciu). Podoba mi się szczoteczka z krótkimi silikonowymi "włoskami". To tyle...



Mascara od nowości była strasznie mokra i sklejała mi rzęsy. Trudno było mi rozczesać je. Pomyślałam, że może po 2-3 tygodniach używania delikatnie wyschnie i będzie lepiej. Pomimo, że tak się stało, wcale nie jest lepiej.
Gdy dobrudziłam sobie nią powiekę, to po wyschnięciu nie mogłam jej zmyć patyczkiem kosmetycznym, gdy zaczęłam mocniej pocierać, przy tym ruszając górą powiekę, rzęski zaczęły się przyklejać do siebie. Kiedy zaś chciałam to poprawić, robiło się to samo. Jest to pierwsza mascara, która aż tak brudziła moje powieki. 
Zdawałoby się, że skoro trudno usunąć ją ze skóry, to powinna spisać się jako "wodoodporna", bo przecież taka jest. Na prawdę - nie jest! 


Odbijała mi się przy dolnej powiece. Wyglądałam jak panda. Strasznie mnie to denerwowało. Nawet gdy tusz trochę zaschnął w opakowaniu to i tak miałam czarne cienie od niej. 
Nie będę jej już używać, zrobiłam to dla testu i recenzji. Jest to koszmarna mascara. Nie polecam!!!

Pokażę Wam jeszcze jak wyglądają rzęsy. Możecie twierdzić, że są wydłużone, ale uwierzcie mi... Każdy tusz/mascara tak u mnie działa.




Podsumowując...
Mascara nic specjalnego nie robi z rzęsami, trochę wydłuża i to wszystko. Dodatkowo koszmarnie się odbija. Ciesze się, że kupiłam ją za kilka zł na promocji, a nie zapłaciłam pełnej kwoty, chociaż nie jest jakaś duża. Myślałam, że będzie to fajny wodoodporny produkt, a jest to totalny niewypał. 
Dodatkowo folia (nie widoczna gołym okiem), która nadaje taką błyszczącą powłokę na opakowaniu zaczęła schodzić. Dosłownie wygląda jak wąż, który pozbywa się swojej skóry. Wystarczy przejechać paznokciem i już literek z folią nie ma...
Moja rada: nie kupujcie jej.

Może i Wy miałyście jakieś mascary-buble w swojej kosmetyczce? 




Cieszę się, że to już 200 post na blogu. :) Oby tak dalej! 
Klaudia

niedziela, 8 maja 2016

Włosowe Love: Green Pharmacy Balsam do włosów suchych i zniszczonych (recenzja)


Cześć! :) 


Od 5-6 tygodni używam regularnie balsamu do włosów firmy Green Pharmacy. Pewnie ją kojarzycie chociażby z drogerii Natura. Jeżeli chcecie wiedzieć czy produkt się spisał, zapraszam do czytania. 


Od producenta: 

Piękne, nawilżone, mocne, elastyczne i błyszczące włosy dzięki sile roślin. Od wieków olej arganowy, naturalne marokańskie złoto bogate w witaminę E, regeneruje włosy zniszczone, przesuszone z rozdwajającymi się końcówkami. Balsam przywraca blask, wygładza, ułatwia czesanie i stylizację, nadaje włosom miękkość, elastyczność, chroni przed czynnikami zewnętrznymi i zapobiega puszeniu. Wzmacnia i odżywia skórę głowy, regeneruje i odświeża kolor włosów. 

Sposób użycia: nałożyć na całą długość wilgotnych włosów zaraz po spłukaniu szamponu, pozostawić na włosach 5-10 minut, a następnie dokładnie spłukać.


Konsystencja i zapach
Balsam pachnie cudownie! Nuta granatu, świeżości, przemawia do mnie w 100%! Kojarzy mi się z latem, domem z pięknym ogrodem. Sam produkt jest gęsty, nie spływa z włosów.

Aplikacja
Na umyte, osuszone (dobrze) ręcznikiem włosy, nakładam balsam zaczynając od końcówek, aż do wysokości ucha. (Nie mam problemu z wyciśnięciem go). Czekam około 10 minut, po czym dokładnie zmywam. Balsam zmywa się łatwo, bez żadnych problemów. Pozostawia na włosach delikatny zapach, który utrzymuje się jeden dzień. 

Wydajność
Jest baaardzo wydajny! Przez 6 tygodniu zużyłam pół butelki, czyli około 150 ml. Nakładając bardzo dużo na włosy, ponieważ mam długie.

Efekty
Balsam używam dwa, trzy razy w tygodniu. Dużym plusem jest to, że włosy mniej się puszą, są bardziej miękkie, wygładzone oraz łatwiej się rozczesują.

 Nie przesadzałabym z tym, że poradzi sobie z wyjątkowo suchymi włosami. Raczej mam "normalne" włosy i owszem, nawilża je, ale bez żadnych rewelacji. Kiedy jeszcze miałam po zimie zniszczone,  rozdwajające się końcówki, po użyciu wyglądały lepiej. Jednak nie ma się co łudzić, że naprawi je całkowicie. Może jedynie wspomagać. 
Po podcięciu włosów, moje końcówki są na razie w idealnym stanie. Wydaje mi się, że kombinacja tego balsamu jak i używanie oleju kokosowego na końce, pomaga mi w utrzymaniu ich w dobrej kondycji. 
Odświeżenie koloru włosów? 
Nie w moim przypadku, być może będzie to widać przy farbowanych. 
Przy masce jagodowej Kallos miałam "podbite" rude refleksy, a z tym balsamem nic podobnego się nie dzieje. 



Ogólnie...
Cena za 300 ml to około 10 zł. (Nigdy nie pamiętam ceny!) Balsam cudownie pachnie i jest bardzo wydajny. Nie jest to jakiś HIT, ale jeżeli chcecie spróbować to polecam. Właściwie jestem w miarę zadowolona. Lubię w nim to, że włosy się mniej puszą i są miękkie. Jednak nie jestem na tyle zadowolona, aby kupić go ponownie. 



Po zużyciu będę kontynuować moją pielęgnację z "Kallosami", gdyż jestem ciekawa jeszcze kilku z nich, a jak na razie używam raz w tygodniu z keratyną. 
Ponowie chcę wrócić do stosowania tych masek po każdym myciu, gdyż algowa spisywała mi się fantastycznie. 



Miałyście ten balsam? Co możecie o nim powiedzieć? 

Jeżeli jesteście ciekawe mojej dalszej pielęgnacji włosów, recenzji, to zapraszam do grona obserwatorów, aby być na bieżąco oraz na mój fan page na facebooku. (Klik po prawej stronie ikonki fb.) 


Pozdrawiam! :) 
Klaudia 

środa, 4 maja 2016

Delikatny makijaż: miętowe orzeźwienie

Hej. ;) 
Tym razem  bardzo szybki, ławy i dziewczęcy makijaż. Mięta dodaje orzeźwienia z odrobiną różu. Całość wygląda świeżo i wiosennie. W sam raz na dzienny makijaż. :)








Cień Sleek oraz Technic Electric
Krem BB Bell HYPOAllergenic 
Korektor Kobo Professional
Podkłady do konturowania Kobo Professional 
Pomadka w Kredce Kobo Professional
Tusz Lovely (żółty) 
Rozświetlacz Wibo
Eyeliner żelowy Maybelline 
Pomada do brwi Freedom Makeup

poniedziałek, 2 maja 2016

Włosowe Love: moje włosy, a olej kokosowy



W internecie na  forach czy blogach często czytałam, że olej koksowy świetnie spisuje się kobietom, jeżeli chodzi o pielęgnację włosów. 
Sama się na niego skusiłam. Używam go od początku lutego. Najpierw używałam go systematycznie, teraz trochę mniej. Dlaczego? 


Niedużą ilość oleju rozgrzewałam w dłoniach do lejącej konsystencji, nakładałam od końca suchych włosów, aż do wysokości ucha. Starałam się to robić bardzo dokładnie. Najczęściej trzymałam olej godzinę, po czym zmywałam go szamponem. 
Efekt takiego olejowania miał plusy i minus. Rzeczywiście olej odżywiał bardzo moje włosy, wyglądały znacznie lepiej. Jednak jest jeden minus: włosy po użyciu stają się sztywniejsze. Będzie to zaleta dla osób, które układają włosy, ponieważ łatwiej je wtedy "ogarnąć". Jestem fanką miękkich kosmyków, więc jedynie to w nim się nie podoba. 

Mój cudowny sposób na olej kokosowy? 
Po umyciu włosów, osuszonych ręcznikiem, ale nadal wilgotnych nakładam odrobinę oleju na same końce. Rozczesuję je i gotowe! Takim oto sposobem moje końcówki włosów są świetnie zabezpieczone przed szkodliwymi czynnikami, są bardziej zwarte. Wyglądają bardzo ładnie. 
Jest to mój ulubiony sposób użycia tego oleju. 
Polecam każdemu! 

Robię tak po każdym myciu włosów, a na całość stosuję raz na tydzień lub dwa. 




Używacie oleju kokosowego? 

Jaki jeszcze olej do włosów mi polecicie? 

Klaudia